Niunia (pseudo Bestia) w pełni zasłużyła na swoje drugie imię, naprawdę jest z niej mała bestia. Przybyła do nas do domu również jako prezent urodzinowy (02.06.2003r.), taka śliczniusia czarno-biała Niuniusia. W jej oczkach (trochę zbyt wytrzeszczonych) widać psotne diabełki. Już jako maleństwo kiedy siedziała spokojnie - co się rzadko zdarzało  - wiedziałam, że tylko myśli co by tu nabroić i tak jej zostało do teraz. Nie sposób jej upilnować, kocha pastwić się nad tapetami w rogach pokoju, całe szczęście, że są to miejsca za szafkami. Żadne prośby, groźby czy próby walki nie skutkują. Całe ściany są obdarte z tapet, a Niuńka gryzie dalej, teraz zaczyna wgryzać się w beton. Myślałam, że może brakuje czegoś w jej diecie, ale naprawdę nie wiem. Dostaje witaminki, vibovit, wapienko do gryzienia, ale wapienko sobie wisi i tylko czasem jest podgryzane, i to wyjątkowo jeden rodzaj wapienka z chrupkami kukurydzianymi w środku. Elektryka to druga jej pasja, ach te kabelki ciągnące się po podłodze, cóż za radocha, ważne tylko żeby były włączone do gniazdka Wink, bo te bez prądu już nie dają jej tyle emocji. Na święta przegryzła nam kabel od lampek choinkowych, pychota… W ogóle jeżeli chodzi o jedzonko, Niuńka jest bardzo wybredna, wydaje mi się czasami, że nic nie znika z jej miseczki ale szczurcia na zagłodzoną nie wygląda. Kiedy jeszcze był Misiu miałam wrażenie, że ona jest taka malutka, ale teraz kiedy ona jest najstarsza w rodzince urosła w moich oczach błyskawicznie. Bestia jest zupełnym przeciwieństwem Misia, nie przepada za pieszczotami, choć czasem też lubi być drapana za uszkiem. Największą przyjemność sprawia jej głaskanie, kiedy sobie leży w swoim gniazdku, tam czuje się bezpieczna i sobie drzemie, potem budzi się, przeciąga i ziewa – tak słodko. Niuńka reaguje na odgłos otwieranej szafki z jej przysmaczkami, przybiega i wdrapuje się na mnie lub zagląda do szafki (bo szafka stoi na podłodze). Na wołanie natomiast przychodzi, ale tylko wtedy gdy naprawdę ma na to ochotę, jak nie to jest głucha na moje gadanie. Po prostu ma charakterek misia malutka. Psotnica mała siedzi, patrzy tymi swoimi wielkimi jak koraliki oczkami  i robi taką smutną minkę, jakby mówiła „no co przecież sobie tylko siedzę”. Czasami gdy jest bardzo czymś podekscytowana (na zasadzie i chciałabym i boję się) staje w miejscu i zaczyna przestępować z nogi na nogę, rusza przy tym tak śmiesznie tyłeczkiem, a ogonek nerwowo „smyra” podłogę. Tym mnie zawsze rozbraja, łapię ją wtedy i zaczynam tulić, a ona broni się jak może Very Happy.     

         Pomimo braku jakiejś szczególnej miłości Niuńki do Misia, wydaje mi się, że ona była jednak na swój sposób z nim związana, w każdym razie wyczuwała jego chorobę. Przez ostatni tydzień życia Misia, gdy choroba wyraźnie się nasiliła, ona też była bardziej osowiała, nie chciała biegać, a gdy Misiu nas opuścił, wszystko wróciło do normy. W miarę do normy, bo Bestia jest teraz spokojniejsza, jakby smutniejsza, ale może po prostu już dojrzała, dorosła.  Może jakiś wpływ na nią mają jej dwie nowe malutkie koleżanki, choć nie mieszka z nimi, ale czuje ich obecność i to dość wyraźnie, bo rozrabiają w klatce obok niej. Niestety próby połączenia ich nie udały się, Niuńka rzucała się do maluchów, prychała, fukała, a one robiły dużo wrzasku. Tak więc dałam spokój i na spacerki wychodzą osobno. Szkoda mi denerwować moją Bestyjkę (a i maluchy też), ona pomimo swojej psotności w gruncie rzeczy jest tchórzem malutkim, po co więc ma się czuć zagrożona czy mniej kochana. A kochana jest bardzo, bo jak tu nie kochać takiej małej Bestyjki, gdy patrzy swoimi smutnymi oczkami i liże lub leciutko gryzie moją rękę.

 Niuńka skończyła niedawno roczek i widać w jej zachowaniu ogromną zmianę. Bardzo się uspokoiła, wydoroślała, psoci już tylko sporadycznie i to na zamówienie tzn. ostatnio powiedziałam przy niej, że jest już taka spokojna, nic nie gryzie i wypuściłam ją na spacer, a ona zrozumiała pochwałę i dumna z siebie pobiegła w róg do tapety, a ja tylko usłyszałam zrywany papier. I jak tu nie wierzyć, że szczurek rozumie co do niego mówimy. Wzięłam więc ją na poważną rozmowę, tłumaczę że jest już duża i to nie ładnie, że tak psoci, od tej pory Niuńka nic nie pogryzła. Stała się za to malutkim pieszczoszkiem, mogę ją teraz dopaść w dowolnym miejscu i zaczynam ją głaskać, drapać, przytulać, a ona kładzie się na mojej dłoni (trochę się z niej wylewa ściślej mówiąc Wink ), zamyka oczka, rozpłaszcza ciałko i jest wtedy taka słodziutka...

        Czas szybko leci…tyle chwil pięknych, wesołych, pełnych zabawy uciekło…Pozostają wspomnienia, choć i te czas jakoś zaciera…Niuńcia ma lekko ponad dwa latka i jej dni zbliżają się do końca. Jest teraz spokojną, milusińską szczurzycą, przytulanką na każde zawołanie, właściwie pogłaskanie. Niuńcia nie biega już tyle, psoci sporadyczne – tak dla przypomnienia – może by tu jakąś tapetkę skubnąć, bo nudno coś się zrobiło Wink. Ostatnio jednak z tapet przerzuciła się na pięty mojego męża  pewnie chce powiedzieć „idź umyj nogi, bo coś mi tu śmierdzi na dole” Wink Niezapomnianych przeżyć dostarcza nam obu głaskanie. Niunia to wprost uwielbia, zwłaszcza głaskanie po grubym brzuszku, wyciąga się wtedy, rozkłada, zamyka oczka, czasem słodziutko ziewa – zawsze uwielbiałam jak ona ziewa, robi to jakoś tak rozbrajająco, przeciągle (inne szczurasy tak nie potrafią). W związku z wielką głaskolubnością Niuńki, mamy już od roku wieczorny rytuał usypiania tzn. około godziny 22-23 (prawie z zegarkiem w ręku) Niuńka wskakuje do swojego wiszącego gniazdka i mości się do spania, wtedy nie w głowie jej już spacerki ani jedzonko. Kiedy sobie przyśnie, przychodzę ją pogłaskać na dobranoc, otwiera więc oczko – aha głaskanko! – ciałko rozciąga do granic możliwości i tak mogę ją głaskać i głaskać, jako że siedzę na podłodze opieram głowę o klatkę i prawie usypiam. Tak więc głaskanie jest dobrym lekarstwem na ewentualne kłopoty ze spaniem Wink.  Głaskanie bywa zastępowane wzajemnym iskaniem, wystarczy tylko lekko podrapać Niuńkę za uszkiem, a ona już odwzajemnia się skubaniem i wylizywaniem mojej ręki, robi to zwykle delikatnie, choć czasami jakby wpada w trans – iska z takim zapamiętaniem, że nie można jej oderwać. Wtedy mogę ją wytarmosić, wyczochrać, prawie że udusić bym ją mogła, taka jest rozkoszna.  

Niestety przyszło choróbsko…Od pewnego czasu widać było, że Niuńcia słabnie, pojawił się lekki niedowład lewej strony, trochę ciągnęła tylną łapką, ale to przeszło. Utrzymał się na przedniej łapce, nie potrafi nią tak sprawnie przytrzymywać jedzonka czy wspierać się, chodzi jednak normalnie. Miała dwa kryzysy, dostawała wtedy sterydy i kroplówki z glukozy na wzmocnienie. Pojawiły się dwa guzki – pod przednią i tylną łapką, prawdopodobnie węzły chłonne, ale to już nie wiek na operacje… Niuńcia ma silny organizm, wielką wolę życia, ale paskudne guzy są i niestety robią swoje…  

Niunia stała się moim najukochańszym szczurasem, tak to jakoś wychodzi, że najstarszy szczur w moim stadku staje się pupilkiem. Wydaje się, że wszystkie są kochane, że tak samo… ale gdzieś w sercu ten najstarszy ma pierwszeństwo – tak było też w przypadku Miśka – może dlatego, że przychodzą myśli o chorobach, starości, rozstaniu…Staramy się wtedy dać szczurasowi jak najwięcej ciepła, miłości…Rozpieszczamy smakołykami kupionymi, zrobionymi specjalnie dla niego. Niuńcia uwielbia tzw.ząbki kukurydziane z Vitapolu i groszek ptysiowy, gerberki dla dzieci, przeróżne deserki z kaszą manną lub ryżem, poza tym pochłania wszystko, byle dużo, nawet sałatę ostatnio polubiła. Dostaje porcję dwa razy dziennie, bo troszkę zaczęła chudnąć. Robimy dla niej wszystko, żeby czuła, że jest z nami, że jest kochana…Godzinami mogę siedzieć i ją głaskać, tulić, całować…Każdy dzień staje się naszym małym „świętem”, tryumfem nad chorobą, słabością. Cieszę się kiedy mija jeszcze jeden razem spędzony dzień, aż w końcu przyjdzie ten ostatni…

Niunia odeszła…

         

A co tam jest?

No też sobie wymyślił !?

Małe drapanko

Co oni tam schowali…?

Ciekawe, jak to się zapala ?

No daj mi to ciacho !

Takie paluszki też mi smakują…

Soczek najlepiej piję się łapką

Lepiej sprawdzę czy nie przytyłam…

Czy to też da się zjeść?

Na główkę

Jabłuszko pod choinką

O, tam mnie jeszcze nie było!

No tak, a kokosa mi nie dali…

Bez komentarza

Pod łóżkiem napewno mnie nie znajdą...

W końcu mogę spokojnie umyć sobie łąpki

Ziewanko w gniazdku

Ooo! Coś tu ładnie pachnie...

Daj mi już spokój z tymi zdjęciami!