
Tym razem wszystko było inaczej. Po „serii” szczurzych dziewczynek w naszym domu pojawił się chłopczyk. Nie był planowany ;) - pierwsze co zobaczyłam po powrocie ze szpitala to małe akwarium, w którym siedział wystraszony szczurek. Początkowo nazywany był po prostu Chłopczyk - teraz na imię ma Bąbel. Jest pierwszym szczurasem, który nie przybył do naszego domu 2-go (wszystkie szczurony do tej pory miały w swojej dacie urodzin u nas dwójkę), choć coś go z dwójką jednak łączy, gdyż miał on wyrównać rachunek tzn. liczba szczurków w domu miała się zgadzać – są dwa. Tylko, że zamiast Bellusi jest Bąbel, też na B… Łzy smutku zmieszały się z radością… Śmierć i nowe życie, o których nie wiedziałam…
Bąbel swoim czarnym noskiem, długim chudym ciałkiem, wielkimi stopami i jajeczkami ;) podbił od razu moje serce. Ten ogrom szczurzej młodości, jaki w nim widać, przesłonił to co smutne, zawładnął mną – no cóż – po prostu się zakochałam w moim małym chłopczyku…
Na razie się do siebie przyzwyczajamy. Bąbel jest strasznym tchórzem, boi się dosłownie wszystkiego, każdego ruchu, szelestu. Przyzwyczaił się jednak do ręki, można go wyjąć , pogłaskać, a gdy się czegoś przestraszy ucieka mi za kołnierz. Maluch ma jedyny w swoim rodzaju, śmieszny sposób leżenia – kiedy odpoczywa układa się „na szczeniaczka” tzn. rozciąga i rozpłaszcza swoje ciałko, a łapki rozkłada w przód i w tył – żaden dotychczasowy szczuras tak nie robił (zwykle przecież śpią zwinięte w kłębuszek) – może to wyniesione z zoologa, gdzie mieszkał koło fretki ;) Bąbel jak na faceta przystało strasznie dużo zjada, nie wiem gdzie mu się to wszystko mieści w tym małym brzuszku. Taka mała kruszyna pełna radości – cud nowego życia…
Już chyba wiem gdzie mu się tyle jedzonka mieściło – Bąbel w ciągu miesiąca stał się olbrzymem, nie jest gruby, jest taki w sam raz fajniutki, ale tak szybko urósł, że aż zaczęłam wątpić w to ile on mógł mieć kiedy u nas zamieszkał – miesiąc, dwa, jeżeli tak to obecnie ma ok. trzy góra cztery miesiące, a jest po prostu wielki…jest wielki i strasznie płochliwy, z tym, że na szczęście jego ciekawość jest silniejsza niż strach i choć ucieka, za chwilkę znowu wraca żeby sprawdzić to, co go zainteresowało. Bardzo szybko nauczył się, że z kanapy można zejść, a na podłodze jest tyle ciekawych miejsc, więc po co ja mu każę siedzieć na kanapie…na dole jest fajniej…i tyle mojej „władzy” nad szczurem…Na szczęcie na razie Bąbel jest grzeczny, nie gryzie niczego, a kiedy słyszy mój głos nawet grzecznie do mnie przybiega. W ogóle jestem jedyną osoba, której się nie boi, jestem jego kumplem do zabawy (właściwie to moja ręka jest kumplem, który go goni, przewraca, zaczepia).
Bąbel zamieszkał w klatce po dziewczynkach i choć się obawiałam, że w dużym domu nie będzie chciał do mnie przychodzić, bardzo szybko się przyzwyczaił, że po otwarciu drzwiczek podchodzi i się iskamy. Tego też nauczył się błyskawicznie – żaden kilku miesięczny szczur mnie nie iskał, a Bąbel jest wyjątkowy, jest spragniony kontaktu J Praktycznie prawie cały czas, kiedy jest na spacerze przebywa koło mnie. Na chwilę odejdzie, coś pozwiedza i przybiega mnie zaczepiać, wtedy go dopadam - mogłabym go zamęczyć - wywraca się na plecki, podgryza, ucieka, zaczepia moje palce – po prostu się bawi, a gdy go to zmęczy rozkłada się i się iskamy J Jest niesamowity, jest takim połączeniem wszystkich moich szczuronów. Z Miśka ma potrzebę przebywania ze mną (ostatnio nawet za mną biega), z Niuńki – psotność (na szczęście w mniejszym stopniu), z Belluchy – przytulactwo, a ze Skipci taką pewną niezależność. Nawet umaszczenie ma trochę pomieszane, jest w zasadzie kapturkiem czarno-białym , z tym, że czarne włoski są posiwiałe – trochę blaknie jak husky. Taki kochany Bąbel mix…
Nic nie zapowiadało tragedii…
Teraz pozostał tylko smutek i pamięć o małym Bąbelku. Znów muszę pisać w czasie przeszłym – cieszyliśmy się sobą półtora roku. Bąbel wyrósł na wspaniałego szczurasa. Co prawda nadal pozostał trochę tchórzykiem i tak naprawdę nie bał się tylko mnie, ale był największym pieszczochem na świecie. Pieszczoty pokochał od samego początku i mogliśmy się tulić, drapać, głaskać w każdej pozycji, w każdym miejscu. Bąbelek przychodził do mojej ręki, trącał mnie noskiem, wsuwał łepek pod dłoń i odlatywał J i tak mogliśmy godzinami.
W małych przerwach między drapankiem, Bąbelek był też trochę psotnikiem – nie wiem co te szczurasy widzą przyjemnego w odrywaniu tapet – chyba ten fajniutki szelest papieru ;) , ale oczywiście Bąbel kontynuował po swoich poprzednikach dzieło zniszczenia i ściany zostały obgryzione do połowy…Dobrze, że wiosną robiliśmy remont, bo niedługo wstyd byłoby kogoś zaprosić do tak obdrapanego domu. Za to później była jeszcze lepsza zabawa w łapanie Bąbla zanim zdąży zatopić ząbki w nowych tapetach, a upilnowanie małego psotnika czasem bywało trudne…Zwłaszcza, że w tym roku moje rozmiary na jakiś czas nieco uległy zmianie J bo jak tu się wcisnąć z coraz większym brzuszkiem pod szafkę. Ja miałam z tym mały problem…Bąbelkowi też urósł brzuszek, ale on pod szafki jeszcze się mieścił J i tu miał nade mną przewagę…
I tak Bąbel doczekał się „braciszka”, co prawda ani jeden, ani drugi nie byli za bardzo sobą zainteresowani. Niestety nie było im dane lepiej się poznać. Pewnego ranka dziwnie długo Bąbel spał w jednej pozycji, trochę mnie to zaniepokoiło… Bąbelek odszedł, a jeszcze nad ranem dałam mu ciasteczko i słyszałam jak chrupie ze smakiem…to było nasze pożegnanie…
|
|
|
|
|